Hotel Poznań
Była ciemna, deszczowa noc. Choć zmrok zapadł stosunkowo niedawno, ulice opustoszały w natychmiastowym tempie. Podupadle kamienice oświetlane przez nieliczne działające latarnie wyglądały niezwykle surowo. Komunikacja miejska nie działała w tej części miasta, a żaden taksówkarz nie zapuszczał się tak daleko w otchłań najgorszej dzielnicy Warszawy. Cisza była wręcz namacalna, do tego stopnia, że stukot butów to niemal huk, a pulsujące szybkim, równym tempem serce wydawało się być bijącym dzwonem. Wychodząc zza rogu ujrzał cel swojej podróży, hotel krapkowice . Była to dosyć szumna nazwa jak na prosty, dwukondygnacyjny dom w zapuszczonej części miasta. Przybytek ten nie różnił się na pierwszy rzut oka od okolicznych budynków.